Turystyka kulinarna czy po prostu ciekawa i oryginalna oferta z zakresu promocji lokalnej kuchni to zdecydowanie niszowy, ale dynamicznie wzrastający, sektor branży turystycznej. Wygranie meczu na tym „kulinarnym boisku” wymaga niesamowicie dużo samozaparcia i konsekwencji w działaniu. Popatrzmy jak to robią inni….

Austriacki pomysł na turystykę kulinarną

Warto zdać sobie sprawę, że aż 70 % gospodarstw rolnych w Austrii położona jest na terenie górskim lub podgórskim i z reguły nie są one typu farmerskiego. Nasze rolnictwo, mimo stosunkowo szybkiego (acz skokowego) nadrobienia opóźnienia cywilizacyjnego, też nie jest wielkoobszarowe, ale w przeważającej części rodzinne.

Dostrzeżono potrzebę zmiany strategii marketingowych działań branży noclegowej, która do tej pory zdaniem autorów analizy miała błędne rozeznanie rynku odnośnie docelowego typu klienta (bo tu nie tylko zastrzeżenia i uwagi odnosiły się do obiektów hotelowych). Pomysł na promocję produktu lokalnego musi być jasny, wyrazisty i czytelny, bo w innym przypadku może prowadzić to do szybkiego zaniku zaangażowania uczestników i tym samym do wypalenia się entuzjazmu tkwiącego w inicjatorach projektu.

Jak pokazuje doświadczenie Austrii, nawet gdy ma się do czynienia ze ścisłą współpracą organizacyjną podmiotów z branży producenckiej i turystycznej oraz korzysta się z unijnego wsparcia, to i tak potrzeba 4-5 lat by doświadczyć efektów wspólnego działania!

Opisane poniżej projekty nie były typowymi szlakami turystycznymi – były małymi lokalnymi inicjatywami powstałymi na rzecz promocji lokalnego produktu.

Pierwsza uwaga jaka się nasuwa, to przede wszystkim fakt, że bez dobrze funkcjonującej komunikacji wewnętrznej nie można myśleć, szczególnie w fazie rozruchu projektu, o jego powodzeniu, bo błędy komunikacyjne, wzbudzają nieufność między partnerami, a to może prowadzić do poczucia niejasności celów.

Zaufanie to… wyzwanie

Tak było w przypadku „Troad-Bäcker”, inicjatywy powołanej do życia w 2001 r. przez lokalne władze samorządowe oraz piekarzy, młynarzy i producentów zbóż. Niby inicjatywa monotematyczna, bo skupiona wokół wyrobów piekarniczych, ale celem była kreacja i w dalszym etapie promocja oraz rozpoznawalność lokalnej marki, jak też skrócenie drogi w łańcuchu produkcyjnym od producenta do klienta.

Wprowadzono nowe, nieznane wcześniej standardy jakości (upraw, przetwórstwa i produkcji wyrobów), by je utrzymać wprowadzono system zewnętrznej kontroli u wszystkich uczestników projektu, czyli partnerzy muszą być otwarci i gotowi zarówno do wymiany doświadczeń oraz do tworzenia nowej formy działania- innej niż do tej pory, jaką praktykowali samodzielnie (chociażby nowe formy marketingu, takie jak „Noce otwartych młynów”, gdzie można zapoznać się z całym procesem produkcji oferowanych wyrobów). Nikt nie ukrywa, iż w fazie początkowej nie mogło się obyć bez wysiłku i zaangażowanie każdego uczestnika, przy jednoczesnej świadomości ryzyka i możliwości niepowodzenia.

Dobry pomysł to nie wszystko

Nie można od razu wyciągać prostego wniosku, że wszystkim się udaje zaistnieć i przetrwać z nowym pomysłem. Można funkcjonować 15 lat, tak jak to miało miejsce w przypadku „Schneeberglandbeef” i… popaść w stan hibernacji (bo ze strony internetowej nie wynika bezpośrednio, że działalność przeszła już do historii).

Tu też niby powinno być bez problemów, a jednak inicjatywa hodowców bydła wołowego i producentów wyrobów na bazie regionalnej odmiany wołowiny wraz z właścicielami obiektów gastronomicznych nie do końca się powiodła.

Obecnie nie dość, że strona internetowa zmieniła swój adres, wygląda strasznie ubogo, wręcz odstrasza do zainteresowania się projektem (choć czy on jeszcze funkcjonuje?!). Początek był udany- zaprezentowano się ze swoim zestawem potraw w formie bogatego menu na targach rolniczych, zaistnieli też na rynku ze swoją marką, ale już 7 lat temu zwracano uwagę na bardziej zintensyfikować współpracę z gastronomią oraz na potrzebę poszerzenia oferty wyrobów wędliniarskich.

Zaangażowanie się opłaca

To nie jest tak, że dobre inicjatywy powstają niejako „przy okazji”. Celem jest nasza marka, nasz produkt, tworzony przy udziale wszystkich, gdzie nie ma miejsca na postawę „ no tak, ale…”, bo taka wątpiąca postawa prowadzi no negacji celu i „podcina nasze kulinarne skrzydła”.

Potwierdza to historia inicjatywy „Sooo gut schmeckt die Buckelige Welt“ istniejącej od 13 lat, która skupia producentów rolnych i właścicieli obiektów żywieniowych, która za cel postawiła propagowanie kuchni regionalnej.

Aby motywować producentów do zaangażowania się w rzeczywistą działalność na rzecz wspierania i promocji regionu stworzono cykliczną, doroczna imprezę o laur złotej kury (lokalnej odmiany), przyznawaną jako dowód uznania w krzewienie tradycji i dziedzictwa kulturowego regionu, w tym i oczywiście spuścizny kulinarnej. Dzięki inicjatywie kwitnie też życie kulturalno-społeczne regionu przejawiające się w zajęciach z psychoterapii, kręgli dla dzieci, jogi i modnej obecnie zumby. Z kolei w ofercie kulinarnej oferowanej zarówno w obiektach gastronomicznych, jak tez bezpośrednio u producentów znaleźć można: cydr, wiejskie lody na bazie własnych owoców i śmietany, miody, octy winne, konfitury i oleje (np. z lnu). Niby nic, a jednak…! O zaangażowaniu podmiotów skupionych w inicjatywie świadczy dobrze zaktualizowana i bogata w informacje strona internetowa.

Nieudany przykład budowy slow-regionu

Czego np. nie można doświadczyć w przypadku projektu „Hügellandwirte”, gdzie to obecnie (mowa o końcu grudniu 2015 r.) królują „newsy” z… maja 2013 r.! Mimo, że producenci rolni odtworzyli stare odmiany owoców i warzyw, to niestety nie był to impuls do trwania tej „Pagórkowatej Krainy” (bo tak brzmi w tłumaczeniu nazwa), która miała w planach stworzyć slow-region, czyli taki gdzie promuje się filozofie slow (powolność w dobrym tego słowa znaczeniu, rozumiana jako niespieszne życie w i z naturą).

To jeszcze raz pokazuje, że mimo zewnętrznego wsparcia, w tym przypadku były to subwencje z Leader+, nawet na przysłowiowe 5 minut nie można sobie pozwolić na odejście od wcześniej (o ile on był!) wytyczonego celu. Nie znając kontekstu uwarunkowań istnienia projektu, nie można jednoznacznie stawiać diagnoz, które doprowadziły do niepowodzenia, ale może to np. była mała ilość czasu poświęcana przez uczestników w fazie rozruchu, kiedy żyje się po części „na kredyt, bo są dotacje, a zapomina się, że uruchamiając projekt trzeba mieć (nie licząc, albo nie opierając się tylko na unijnym „zastrzyku”) zabezpieczenie na 3 lata działalności!

Na koniec tego przeglądu przykład, który można określić mianem gdzie jest dobra wola, tam znajdzie się (satysfakcjonujące) dla wszystkich rozwiązanie. Takim pozytywnym przykładem jest świetnie prosperujący, „kawałek raju”, jak siebie sami nazwali, czyli „Südburgenland – Ein Stück vom Paradies”. Tu od razu postawiono sobie za cel zapoznanie lokalnego, jak i „zewnętrznego” odbiorcy (np. targi o zasięgu krajowym i międzynarodowym) z lokalnymi przysmakami.

Inicjatorzy projektu skupili swą uwagę nie na rozszerzaniu listy podmiotów w nim uczestniczącym, lecz na podwyższeniu jakości oferowanych usług. Temu celowi służą nie tylko coroczny festiwal kulinarny, ale tez oferty zorganizowane pobyty przygotowane z myślą o wycieczkach autokarowych, oczywiście nie oznacza to, że pominięto odbiorcę indywidualnego.

Każdy znajdzie coś dla siebie- od eko-pasiek, poprzez rodzinne destylarnie i eventy pod nazwą „Wiejska matura”, którą się zdaje z takich to oto specjalności: dojenie krów, podstawy zielarstwa czy też warsztatów gotowania i pieczenia lokalnych specjałów. Nie trzeba dodawać, bo jest to zrozumiałe samo przez się, że strona internetowa, aż kipi od bogactwa terminów ofert. Jednak by osiągnąć ten sukces, projekt musiał również przejść przez okres „burzy i naporu”, bo jak sami szczerze przyznają okres działalności inicjatywy, to wielka szkoła pokory i nauki kompromisu-bo nie każda propozycja poszczególnych podmiotów jest dobra dla wszystkich. To jest właśnie ta trudna sztuka osiągania „złotego  środka”.

Podsumowując…

Ten mini przegląd praktyk i inicjatyw z zakresu regionalnego dziedzictwa kulinarnego dowodzi, że nie ma możliwości powodzenia projekt, który nie będzie miał u swego zarania jasno sprecyzowanego celu (np. wzmocnienie regionalnego potencjału turystycznego poprzez rozwój wysokojakościowego produktu) oraz gdy nie brakuje determinacji i konsekwencji, szczególnie w okresie nie tylko początkowym, ale wtedy, gdy „wyschnie” źródełko unijnego wsparcia! Nie powinno się też unikać doradztwa, bo to zewnętrzne spojrzenie może okazać się twórcze, a przede wszystkim perspektywa osoby niezaangażowanej bezpośrednio w działania projektu jest w stanie wskazać błędy i czyhające pułapki, które mogą prowadzić do „rozmycia się ” założonego uprzednio celu.

Zapraszamy na Akademię Biokuriera w trakcie Targów Natura Food 2016 w Łodzi. Jeden z wykładów poprowadzi Piotr Geise. Temat to: Wyjdź poza ekran. Marketing miejsc – jak wykorzystać go w promocji ekologicznego sklepu, restauracji lub gospodarstwa. Garść porad i inspiracji.

Piotr Geise

Autor jest dr socjologi turystyki, trenerem, doradcą (promocja produktu lokalnego, turystyka kulinarna), podróżnikiem i reporterem. Współpracuje z portalem smakiempomapie.pl