Cała gama aroniowych produktów, anioły, piękne widoki – to atuty gospodarstwa ekologicznego Eko Ar. Anna i Mirosław Lech pokazują, że na zboczach Kotliny Kłodzkiej z powodzeniem można łączyć uprawę aronii z agroturystyką.

Na początku były krowy…

Anna i Mirosław Lech do Jarkowa, koło Lewina Kłodzkiego, sprowadzili się w latach osiemdziesiątych. Decyzja spowodowana była tęsknotą za wsią i poszukiwaniem „własnego miejsca na ziemi”. Zaczęli gospodarować na terenach górskich, bez wcześniejszej praktyki, bowiem oboje pochodzili z miasta. Kupili siedlisko ze starym domem, który powoli remontowali. Na początku gospodarstwo było nastawione na produkcję mleka. Krowy mieli około 5 lat, bo przez ten czas był spłacany kredyt. Dodatkowo zaczęli prowadzić też agroturystykę.

Jak wyglądały początki uprawy aronii?

W latach dziewięćdziesiątych nikt z mieszkańców tamtejszych terenów nie słyszał o aronii, jej uprawie, walorach itd. Czasami mylono ją z popularną żurawiną. Dopiero pod koniec lat 90. zaczęto mówić o prozdrowotnym działaniu jej owoców. – Po 2003 roku okazało się, że na ekologiczną aronię jest zapotrzebowanie nawet w krajach Unii Europejskiej. Byliśmy jedną z niewielu plantacji, które wysyłały swoje owoce za granicę. Obecnie w uprawie aronii posiadamy ponad 20-letnią praktykę. Rocznie z naszej plantacji pozyskujemy około 200 ton owoców (około 10 ton z 1 ha). Na własna rękę zaczęliśmy przerabiać i wytwarzać swoje produkty od 1998 roku. Uważamy, że przetwórstwo własnego surowca, w jak najwyższej jakości, jest dobrą drogą dla małych i średnich ekologicznych gospodarstw.

Współpraca z małymi przetwórniami

Decydując się na sprzedaż aroniowych przetworów gospodarze stanęli przed decyzją, czy próbować budować mini-zakład przy gospodarstwie, czy też zdać się na usługi zewnętrznych przetwórni. Wybrali to drugie rozwiązanie. – Naszym zdaniem lepiej surowiec przetwarzać w profesjonalnych zakładach, bo wtedy łatwiej osiągnąć tzw. „powtarzalność produktów”. Przekonaliśmy się o tym na własnym przykładzie. Wykonując pierwsze konfitury z aronii (aronia z szarą renetą), nie udawało nam się zachować powtarzalności. Przerób technologiczny, łatwiej pozwala uzyskać zawsze jednolity, porównywalny smak każdej partii produktu – tłumaczą rolnicy.

Uprawa aronii w górach

W górach ciężko zajmować się rolnictwem i konkurować z rolnikami pracującymi na terenach nizinnych. Dlatego Państwo Lech wybrali model rolnictwa ekologicznego, gdyż zmniejsza on „nierówności”.–- Posadziliśmy plantację aronii, bo nie wymaga ona wielu wyrzeczeń i zbyt dużego poświęcenia. Aronię zasadziliśmy na naszych górskich łąkach. Wykopaliśmy dołki, wrzuciliśmy w dołki naturalny nawóz, aby krzewy mogły dobrze i szybko wystartować i czekaliśmy, aż plantacja urośnie – wspominają sadownicy. Aronia ma niskie wymagania glebowe (V i VI klasa gleb, brak chorób i szkodników). Plantacja jest posadzona dosyć wysoko, dlatego nie ma problemu ze szpakami. Owoce zazwyczaj są zdrowe, równomiernie plonują. Roślina nie jest uzależniona od klimatu, wszędzie dobrze rośnie, dobrze znosi mróz, ma dosyć krótki okres wegetacji.

Ciekawy sposób odnowienia plantacji

Pielęgnacja aroniowego sadu nie wymaga zbyt dużego zaangażowania i nie jest czasochłonna. Na małych plantacjach powinno się po 6 latach „odnowić” krzaki. Zabiegi prześwietlające pozwolą usunąć stare pędy.
Gdy sadownicy zakładali plantację, dostępna była tylko literatura w języku rosyjskim. Tam wyczytali, że po 15-20 latach wskazane jest odświeżenie i odnowienie plantacji. Obecnie sukcesywnie dokonują tego zabiegu. Wycinają, co trzeci rząd, stare krzaki aronii, zostawiając w ziemi tylko korzenie i mały pień. Po roku na miejscu wyciętego krzewu pojawiają się młode pędy. W ciągu dwóch lat od wycięcia, nowe pędy trzeba przerzedzić i zostawić około 12-14 pędów, które dadzą początek nowej plantacji na kolejne 15 lat. – To jest dobry, choć dosyć prymitywny cykl, który pozwala nam odmłodzić nasza plantację. Takiego modelu odnawiania plantacji nie znajdzie się w literaturze, bo raczej prezentuje się tam intensywne uprawy aronii, gdzie rośliny są traktowane przedmiotowo. My staramy się traktować nasz sad, nasze rośliny z miłością, rozmawiamy z nimi i nie chcemy im szkodzić, dlatego m.in. preferujemy zbiór ręczny od mechanicznego – mówią Anna i Mirosław Lech.


43-44ekoarka

Rozstaw rzędów na plantacji – problemy z przepisami

Rozstaw rzędów na plantacji – problemy z przepisami

Pielęgnacja aronii

Sadzonki tylko ze zrazów

Aronia na jarzębinie

Sprzedaż sadzonek

Informacje na powyższe tematy znajdziesz w wersji drukowanej Eko Arki


 

W gospodarstwie prowadzona jest także sprzedaż sadzonek aronii. Krzewy to głównie drzewka w donicach, dosyć duże, które klienci kupują do posadzenia w swoich ogrodach i na działkach.

Ręczny zbiór gwarantuje najwyższą jakość owoców

Zbiór owoców z całej, ponad 20-hektarowej plantacji, odbywa się ręcznie. Sadownicy zauważyli, że ręczny zbiór jest lepszy, bo nie niszczy krzewów tak jak mechaniczny, kombajnem, oraz że jakość zebranych owoców jest wyższa. Lepiej się przechowują, nie psują się tak szybko. Dzięki temu łatwiej zorganizować transport owoców. Do przetwórni zawożone jest około 10 ton owocu co 4-5 dni. Zebrane ręcznie owoce mogą w ciemnym i chłodnym miejscu przeleżeć nawet do dwóch tygodni. Zbiór kombajnem obliguje do natychmiastowego przerobu lub sprzedaży świeżego owocu.

Późny zbiór aronii to lepsza jakość

Zbiór aronii rozpoczyna się w drugiej połowie sierpnia i trwa, aż do października. Wcześniejszy zbiór sprawia, że owoc jest cierpki i mniej smaczny, niż ten z późniejszych zbiorów. Aronia, podobnie jak jarzębina, najlepsza jest po przemrożeniu. Wtedy ma około 8-10% cukru, a ta z sierpnia, może mieć zaledwie 2% cukru. – Nasza aronia jest bardzo słodka, bo uprawiana jest na nasłonecznionych zboczach górskich, około 600 m n.p.m. Jej ciekawy smak można porównać do owoców winogron uprawianych na górskich zboczach. Dzięki temu aronia ma inny, dosyć charakterystyczny smak – mówi pani Ania.
Dziennie zbierane jest od 120 do 200 kg. Cena za 1 kg owocu to zazwyczaj od 0,90 -1,20 zł. Był rok gdzie za 1 kg zebranego owocu płaciliśmy 3,20 zł.
– W dobrym, łaskawym sezonie z całej plantacji zbieramy około 150 ton owoców– mówi Mirosław Lech. Z tego około 30-50 ton jest przerabiana, część sprzedawana, część mrożona. Owoce są wywożone do przetwórni w kontenerach po 10-15 ton.

Przetwórstwo aronii

Aronia z całej plantacji zbierana jest ręcznie i przerabiana w kilku certyfikowanych firmach na terenie całej Polski. Właściciele dowożą swój towar, przerabiają i potem gotowy produkt odkupują i rozprowadzają przez cały rok w swoim gospodarstwie. Co roku kilka ton owocu jest także zamrażane na wypadek, gdyby któryś z produktów się skończył, wtedy istnieje możliwość przygotowania dodatkowej partii z „rezerwowego” owocu. Z reguły większość owocu zebranego w sezonie jest sprzedawana w postaci gotowego produktu.

16

Naturalne nawożenie

– Każdego roku na krzakach zostawiane jest trochę owoców dla zwierząt. W górskich warunkach często zwierzętom brakuje pożywienia, więc z chęcią zostawiamy im nasze ekologiczne owoce. W zamian za to sarny odwdzięczają nam się użyźniając międzyrzędzia plantacji. To taka nasza wspólna współpraca, staramy się żyć w harmonii z otaczająca nas przyrodą – mówią zgodnie rolnicy.

Sprzedaż i edukacja klientów

Na początku rolnicy swoje produkty sprzedawali na jarmarkach, targach, festynach. Przy okazji edukowali swoich klientów, dzieląc się wiedzą m.in. o właściwościach zdrowotnych aronii. Jak zgodnie podkreślają, efekty tej edukacji widać dopiero teraz, gdy po około 20 latach doczekali się czasów takich, że to klienci przyjeżdżają do nich, a nie oni jadą do klienta.

Sukces to produkty najwyższej jakości

Anna i Mirosław Lech uważają, że sposobem na sukces i stabilność dla małych gospodarstw jest wytworzenie własnych – wysokiej jakości – produktów, stworzenie marki i jej promocja.

Zauważyliśmy, że by móc spokojnie wytworzyć swoje produkty (opłacić zbiór, przerób, wytworzenie, całą logistykę itp.) należy mieć około 5 tysięcy klientów, którzy przez rok zrobią u nas zakupy po około 200 zł. Oprócz klientów dochodzących, kupujących okazjonalnie, mamy bazę około tysiąca osób, które zaopatrują się regularnie w nasze produkty. Uważamy, to za duży sukces, który daje nam pewną stabilizację kapitałową. To, co udało nam się osiągnąć, czyli zbudować sobie rynek konsumenta, powstawało latami. By tak się stało musieliśmy sporo się napracować.
Obecnie nie wydajemy żadnych środków na pośredników. Stałym klientom przy większych zakupach (za około 500 zł) dajemy rabaty. Dzięki temu zauważyliśmy, że klienci się zrzeszają i składają częściej jedno większe zamówienie (towarem dzielą się między sobą lub zamawiają na dłuższy okres czasu). Dla wszystkich jest to korzystniejsza forma. Klient się cieszy, bo ma rabat, czyli tańszy produkt, a i nam łatwiej wysłać jedną dużą paczkę naszych produktów

– tłumaczą rolnicy.

Mała rodzinna firma i stali klienci

– Uważamy, że ekologia to także sposób traktowania ludzi. Nigdy nie uda nam się stworzyć firmy, która mogłaby konkurować np. z dużymi firmami, które prezentują się na rynku np. na Biofachu – zresztą wcale tego nie żałujemy. Nasze produkty można nabyć bezpośrednio w gospodarstwie, a także przez Internet. Tutaj trzeba powiedzieć, że dużym plusem jest to, że do Lewina Kłodzkiego przyjeżdża bardzo dużo turystów (około 200-300 tys.). To sprawia, że w sezonie turystycznym odwiedza nas dużo osób, szacujemy, że nawet do 5 tys. rocznie. Zauważamy, że sprzedaż każdego roku się zwiększa. Duża w tym rola „sąsiedzkiej reklamy”. Polecamy turystom usługi naszych sąsiadów, a oni polecają nasze – co nas bardzo cieszy i daje dużo radości, bo produkujemy na stosunkowo małą skalę, ale za to z pełną świadomością, uczciwością i odpowiedzialnością za markę – zgodnie mówią Anna i Mirosław Lech.

Specjalizacja, edukacja i „szeptany” marketing

Gospodarze zwracają uwagę, że polski klient ma coraz większą świadomość, ale kieruje się również emocjami. Jeżeli mu ktoś coś zareklamuje i pozwoli spróbować, to z pewnością kupi. Często podejmuje decyzje emocjonalnie, gdy mu coś smakuje kupi dla siebie i dla znajomych. W sprzedaży pomaga także dobry układ turystyczny i „szeptany” marketing. – Klienci często wracają z karteczkami i zamówieniami od swoich znajomych, sąsiadów. Zauważyliśmy, że klienci szukają nowości, oryginalnych i dobrych produktów. Są zmęczeni ofertą dużych sieci handlowych i sklepów, gdzie każdy towar jest taki sam, różni się tylko opakowaniem. Klient chce dzisiaj czegoś, co się wyróżnia, jest oryginalne, zdrowe i dobre. Dlatego tak modna staje się agroturystyka, gdzie można dobrze, swojsko zjeść i jeszcze kupić sobie do domu produkty wytworzone w gospodarstwie. Najważniejsze, by się w czymś wyspecjalizować i to robić, robić dobrze. My mamy agroturystykę, swoich, stałych, gości – przyjaciół, którzy nas odwiedzają i dodatkowo zaopatrują się w produkty aroniowe na cały rok. Postawiliśmy na jakość, a nie ilość, i uważamy, że to był słuszny wybór – stwierdzają rolnicy.

Galeria aniołów

Pani Ania od zawsze lubiła zbierać anioły. Z jej zamiłowania do skrzydlatych stróżów i coraz liczniejszej kolekcji, zrodził się pomysł stworzenia minigalerii. 15 lat kolekcjonowania sprawiło, że w Jarkowie powstało interesujące „anielskie” miejsce, przyciągające turystów. Zwiedzanie galerii jest darmowe. – To była taka forma zachęty do odwiedzenia naszego Eko Aru, bowiem zdarzało się, że dopiero w galerii, przy okazji oglądania aniołów, zetknęli się pierwszy raz z owocem aronii. Dzięki degustacjom i prezentacjom rozsmakowali się w tym owocu. Wydaje nam się, że galeria przyciąga około 30% turystów odwiedzających nasze tereny. Przychodzą z ciekawości. Dodatkowo oprócz naszej galerii mogą zobaczyć sąsiadujący z nami ogród japoński, którego zwiedzanie także cieszy się dużą popularnością – mówi z radością Anna Lech.

Konsumenci powinni się zrzeszać

Państwo Lech uważają, że:

Klienci powinni zacząć się zrzeszać, tworzyć grupy konsumenckie. Dzięki temu raz na 2-3 tygodnie poszczególna osoba z grupy mogłaby jeździć do umówionego gospodarstwa rolnego po zakupy dla całej grupy. Klient z chęcią pojedzie do gospodarstwa, gdy będzie ono wiarygodne i gdy znajdzie w nim dobry jakościowo produkt. Pozyskanie takiego świadomego klienta jest bardzo cenne. Inaczej jest z klientem – turystą, który bardzo często wybrzydza, nie jest świadomy dlaczego ma np. zapłacić za ekoprodukt znacznie więcej niż normalnie. Jednak gdy go się uświadomi, pozwoli posmakować i przekonać się dlaczego warto wybrać dany produkt, wyjedzie on z gospodarstwa zachwycony i z pewnością wróci do niego ponownie. Nowopowstałe grupy konsumenckie powinny się zrzeszać i pozyskiwać środki z najróżniejszych projektów, póki istnieją środki finansowe oraz są takie możliwości. Wspólne projekty konsumentów i producentów żywności wszystkim przyniosłyby korzyści.

43-44ekoarka

Pełna wersja artykułu (wraz z dużą ilością zdjęć) dostępna w Eko Arce (nr 2/2013)

Tekst i fot. Magdalena Przybylak-Zdanowicz, Karol Przybylak
(Zdjęcia wykonano w kwietniu 2013 r., zdjęcie owoców – archiwum gospodarstwa)