Rolnik ekologiczny świadomym konsumentem

Od kilkunastu lat obserwuję postępy rolnictwa ekologicznego na Lubelszczyźnie i nie tylko. Widzę duży postęp, wiele pozytywnych zmian: inwestycje w gospodarstwach, wpro-wadzanie nowych upraw (oprócz słynnego orzecha włoskiego), świadomość ekorolnicza (celowy płodozmian i dobrostan zwierząt), w końcu rzetelność producentów. Sytuacje trochę psuje niska cena surowców, które produkujemy i zmienny popyt na nie.

Mnie jednak bardziej niepokoi zbyt mała świadomość rolnika ekologicznego jako konsumenta. Nie piszę tu o wszystkich, jednakże dotyczy to dużej grupy. Na różnego typu spotkaniach, na kiermaszach i ekofestynach usłyszeć można głosy rolników, którzy ubolewają, że klienci nie doceniają jakości i wartości produktu ekologicznego. Wybierają małowartościowe, często niezdrowe, ale tańsze produkty konwencjonalne. Nie raz zdarza się, że ten ubolewający ekolog wracając z takich spotkań wstępuje do „wielkiego sklepu” i kupuje: mleko UHT (postoi rok, a może dłużej), wyrób seropodobny (ale tani), wędlinę, w której mięso jest tylko dodatkiem. Jeszcze dwadzieścia lat temu mięso było podstawowym surowcem w produkcji wędlin. Dziś mięso zastępuje woda, środki chemiczne, które tę wodę w wyrobie utrzymują, tłuszcz zwierzęcy (dobrze, gdy jest), barwniki i aromaty syntetyczne, wszechobecne białko sojowe, emulsje do produkcji kiełbas oraz trochę przypraw (do przypraw w niektórych typach kiełbas można za-liczyć mięso). Żeby taką wędlinę dało się powąchać i skonsumować dodaję się niezastąpioną substancje chemiczną wzmacniającą smak i zapach.

Brnijmy dalej. Nasz ekolog nie obejdzie się bez „chleba powszedniego”. Tu jednak, żeby ani siebie ani czytelników zbyt nie stresować nie będę omawiał nowoczesnych techno-logii wyrobu i wypieku pieczywa. Wspomnę tylko, że piękny maślany zapach wydobywający się z niektórych słodkich bułek i mnóstwa ciastek najczęściej nie ma nic wspólnego z masłem (dolewa się go do ciasta z plastikowych karnistrów). Niestety z roku na rok jakość żywności produkowanej przez wielki przemysł się obniża. Za tym wielkim przemysłem niestety podążają mniejsze firmy branży spożywczej. Cóż tedy czyni wspomniany wcześniej ekolog kupując te produkty? Jego postawa trąci trochę hipokryzją. Jaki wpływ mają jego decyzje jako konsumenta na jego potencjalnych klientów, którym zachwala swoją zdrową żywność?

Nie podcinajmy gałęzi, na której siedzimy

Dalej! Kupując produkty odstające mocno od standardów ekologicznych, popiera eko-nomicznie ich producentów. A producenci ci wolą kupować środki do produkcji w fabrykach chemicznych i wielkich monokulturowych gospodarstwach rolnych, gdzie agrochemia jest stosowana w wielkich ilościach. Te decyzje konsumenckie odbijają się na zdrowiu i jakości życia jego rodziny. Kolejny aspekt tych wyborów to ten, że kupując produkt „jakiś tam”, a nie zdrowy produkt ekologiczny tak naprawdę pozbawia rolnictwo i przetwórstwo ekologiczne środków na bieżące działanie i inwestycje. Tym samym podcina „gałąź, na której siedzi”. Jak zmienić tę sytuację? Jak poprawić obrót produktami i surowcami ekologicznymi? Jak być bardziej zadowolonym z kierunku produkcji jaki obraliśmy?

Wymieniajmy nasze produkty między sobą

Lekarstwem na tę sytuację może być większy obrót między gospodarstwami ekolo-gicznymi. I tak producent zbóż sprzedaje lub wymienia swoją produkcje czy nadwyżki su-rowca z ekologiem, który przetwarza w gospodarstwie mleko, wypieka pieczywo, hoduje trzodę chlewną. Jeden zyskuje cenną paszę dla zwierząt, ziarno na mąkę – drugi natomiast gotowe, zdrowe produkty spożywcze dla siebie i rodziny. Żeby nie być gołosłownym podam przykład z własnego gospodarstwa: pestki dyni do chleba kupuje w gospodarstwie ekologicz-nym, które specjalizuje się w produkcji dyni bez łupinowej. Są okresy, kiedy brakuje nam mleka na sery, wtedy w innym gospodarstwie ekologicznym zaopatrujemy się w potrzebną ilość. Wymieniamy wędliny na jajka, grykę na makaron, tucznik za ziarno zbóż, itp. Dlaczego nie zaproponować naszym klientom produktów wytwarzanych przez znajomych ekologów. Kiedy w naszej okolicy powstanie sklep lub stoisko z żywnością ekologiczną albo organizo-wane są kiermasze popierajmy tę inicjatywę kupując tam produkty. Można je kupić naprawdę w dobrej cenie, na przykład makaron razowy pszenny BIO – cena 2,99 PLN. Dzięki takim czy podobnym działaniom pobudzimy lokalny rynek ekologiczny z korzyścią dla nas wszystkich. To prawda, że nie wszystkie potrzebne artykuły możemy kupić lub wymienić w ten sposób – jednak przy dobrych chęciach można naprawdę dużo.

Przetwarzajmy metodami gospodarskimi

Ktoś słusznie zauważy, że na rynku lokalnym brakuje produktów przetworzonych gotowych do spożycia. To prawda. W spichlerzach, piwnicach, przechowalniach i magazynach zalega mnóstwo surowca ekologicznego. Nie zostaje on w żaden sposób przetwarzany. Przez ostatnie dwadzieścia lat na wsi zanika tradycja przetwórstwa domowego. Mam nadzieję, że ekolodzy nie dadzą się ponieść tej niekorzystnej tendencji i zaczną przetwarzać swoje surowce na gotowe produkty spożywcze (pieczywo, wędliny, sery, jogurty, przetwory owocowo-warzywne, kasze, mąki, itp.) – bo takich produktów bardzo potrzebuje rynek. Przetwórstwu domowemu (farmerskiemu) warto poświęcić będzie jeszcze niejeden artykuł. Takie przetwór-stwo to przyszłość małych i średnich gospodarstw ekologicznych, gwarantujące rozwój i łatwą identyfikację gospodarstwa przez klientów.

Ireneusz Mazurek
Prowadzi gospodarstwo ekologicznei jest członkiem lubelskiego oddziału
EKOLAND

Artykuł ukazał się w 34 (3/2011) numerze Eko Arki. Kup ten numer

Więcej o prenumeracie Eko Arki

Dodaj komentarz